21 gramów

Robię sobie ostatnio co wieczór maraton filmowy. No… maraton to za dużo powiedziane - po jednym filmie dziennie (“wieczornie” właściwie). Przedwczoraj “Donnie Darko” w wersji reżyserskiej, wczoraj “21 gramów”. O ile pierwszy taki sobie (tym bardziej, że widziałem go już wcześniej kilka lat temu) o tyle drugi rewelacyjny. Żałuję, że nie załapałem się na seanse w kinie… Naomi Watts boska, piękna (nawet jak robi “grymaśne” miny albo dopiero co jest po przebudzeniu - no, ale to uroda kobiety dokładnie w moim typie) i rewelacyjna. Sean Penn jeszcze lepszy, tak samo Benicie Del Toro. Świetny film o życiu, śmierci, trochę o miłości i przede wszystkim o tym jaki ten świat jest mały i jak trudno czasami zrozumieć drugiego człowieka, szczególnie stojąc z boku i tylko przyglądając się jego życiu, nie znając całości. Gorąco polecam, powinien być w wypożyczalniach.